Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 235 905 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Kalendarz

« marzec »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
2728293031  

O mnie

Jacek Rozenek (1969) - aktor filmowy, telewizyjny i teatralny. Od dwudziestu lat zajmuje się działalnością szkoleniową w zakresie komunikacji, prezentacji, przywództwa oraz rozwoju osobistego.

Kategorie

Statystyki

Odwiedziny: 49718

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl

Kategorie

Sokrates relacji Berlin - Warszawa

wtorek, 27 września 2011 9:31

Wracałem z Poznania ... pociągiem ... nic się w tej opowieści „nie trzyma kupy” Poznań pięknym miastem jest, więc powrót do stolicy nie ma sensu, a podróży pociągami po prostu nie lubię. Gdybym jednak nie wracał ... pociągiem ... nie spotkałbym Sokratesa. Tak, tak, Sokrates to taki gość co zadawał pytania, dzięki którym dochodziłeś do istoty rzeczy  (kiedyś mówiło się PRAWDY), też myślałem, że nie żyje, ale nie tylko żyje do tego jeździ pociągiem relacji Berlin – Warszawa, wiadomo światowiec. Sokrates o dziwo nie jest szczególnie efektowny, z wyglądu zupełnie podobny do nikogo, posiadł szczególną umiejętność zlewania się z kolorem i fakturą tapicerki siedzeń drugiej klasy PKP, ale ten wzrok i głos ...

- Kocha Pan swoją żonę?

Dosyć bezpośredni, nawet jak na Sokratesa

- Kiedy ostatnio jadł Pan z nią posiłek nie dlatego, że był Pan głodny ale po to by przełamać się chlebem i po prostu być ze sobą?

Muszę się zapisać na kurs usprawniania pamięci, akurat wypadło mi z głowy ....

- Jak często robi Pan coś miłego dla swojej żony, coś co ona lubi, tylko po to żeby sprawić jej przyjemność, nie oczekując niczego w zamian?

To głupie pytanie, codziennie zaharowuję się jak wół dla niej i dla całej rodziny, robię wszystko, tylko ona sama nie wie co lubi, spróbuj ją zapytać, tu nawet Sokrates nie pomoże. Poza tym moja żona lubi wschody słońca nad morzem – banalne.

- Kiedy ostatnio wrócił Pan wieczorem zmęczony z pracy, pocałował czule żonę, wsadził ją do samochodu, jechał całą noc nad morze, oglądał razem wschód słońca, po czym wrócił zmordowany do pracy, myśląc cały dzień o jej uśmiechu?

Jakiś infantylny ten Sokrates, nie wie ile kosztuje benzyna, poza tym zaczyna mnie ...

W tym momencie do przedziału wchodzi obsługa WARS:

Kawa, cherbata, napije, ciatka ...

- Dla kolegi cykutę – słyszę swój głos


Podziel się
oceń
61
16

komentarze (67) | dodaj komentarz

WYSPA SKARBÓW – W POSZUKIWANIU PRACY ŻYCIA

sobota, 14 maja 2011 21:10

Kiedy był mały, marzył o tym żeby prowadzić życie wyjątkowe, pełne pasji, emocji i radości. Mało tego głęboko wierzył, że tak się stanie, że musi  tak się stać, że niezależnie od tego CO będzie robił, wie na pewno JAK będzie to robił, całym sobą z pasją, że będzie, PODRÓŻOWAŁ, będzie ODKRYWCĄ i będzie ZACZAROWYWAŁ ludzi. Niestety jak większość z nas poszedł do szkoły ... i spotkał WYKSZTAŁCONYCH ludzi, którzy wiedzieli jak powinno wyglądać jego życie, stały za nimi dyplomy, uniwersytety, tytuły naukowe, życiowe doświadczenie i co najważniejsze (czego wtedy nie rozumiał) gorycz niespełnionego życia. To byli wspaniali ludzie, życzliwi i dobrzy, jednak oprócz wspaniałej wiedzy, którą go obdarzyli wlali w jego serce lęk, że nie zasługuję na to o czym zawsze marzył, kazali mu czytać książki rozpalające wyobraźnie jednocześnie drwiąc z naiwności literackiego świata bo „życie jest jakie jest ...”. Po latach prób walki o marzenia dał się przekonać i stracił nadzieję. Klika lat temu pewna Pani po raz czwarty zapytała go czy ma ochotę się czegoś napić – był zmęczony, nie spał już prawie dwie doby, na domiar złego pisałe na klawiaturze komputera na wysokości kilku kilometrów nad ziemią i był tak rozpalony i zafascynowany, że nie słyszałe zadanego po raz czwarty pytania. W końcu spojrzał na panią, odpowiedział –„kawę poproszę” i wtedy zdał sobie sprawę ... spełnił wszystkie swoje dziecięce marzenia ... PODRÓŻOWAŁ (pani była stewardesą), ODKRYWAŁ – właśnie rozpoczynał zupełnie nowy zawód - reżysera dubbingu, przygotowywał polską wersję filmu, robił casting, angażował aktorów, organizował nagrania, częściowo tłumaczył i CZAROWAŁ – pracował nad polską wersją „Gwiezdnych Wojen”, filmu jego dziećiństwa, który zaczarował milony ludzi na całym świecie i co najważniejsze ... Był gotów nie spać kolejną dobę, polecieć na koniec świata, był szczęśliwy, rozpalony i radosny, gotów był zapłacić za to co robił byle to robić – tymczasem to jemu płacono – spełnił swoje marzenia i odnalazł swoją PRACĘ ŻYCIA. I wtedy ...


Podziel się
oceń
30
4

komentarze (26) | dodaj komentarz

PATRIOTYZM Z SENTYMENTEM W TLE

sobota, 07 maja 2011 7:58

Zabieram głos chociaż przysięgałem sobie, że w tej sprawie nie będę się odzywał ... o TYM mówią wszyscy (no prawie), np. tancerze (nie mam nic przeciwko, nawet lubię), muzycy, dziennikarze, politycy (o zgrozo w tym temacie czują się szczególnie silni). Ostatnio chodzą słuchy, że to obciach, tak mówić wprost – patriotyzm ..., że patos, zaściankowość i w ogóle ..., że czasy się zmieniają, że o modzie trzeba, że luz itp...  itd... K ... jego mać ... Panowie i Panie celebryci, w TYM TEMACIE morda w kubeł – co autor niniejszych słów do tej ... i od tej chwili na bloogu zamierzać czyni. Jeżeli nie z innych pobudek, to chociaż z szacunku dla TYCH , którzy życie, wiarę i miłość za te złachane przez nas słowo oddali.


Podziel się
oceń
30
5

komentarze (11) | dodaj komentarz

PIERWSZY COACHING

wtorek, 03 maja 2011 21:30

Miałem cztery lata, warszawska Praga kąpała się w lipcowym słońcu, towarzysz Gierek właśnie rozpoczął budowę pierwszej polskiej „trasy szybkiego ruchu” a ja szykowałem się do pierwszej w moim życiu sesji coaching’u. W socrealistycznej rzeczywistości nie było miejsca na religię a ja byłem ministrantem (najmłodszym w parafii) istniały naukowe dowody na nie istnienie Boga a Bóg istniał (przynajmniej na Pradze) miał czternaście lat, sześć sznytów, lekko seplenił, potrafił przylać dwudziestolatkowi i miał ksywę „Kura”. Stał wysoko nade mną na swoich krzywych nogach w podartych spodniach i przez zaciśnięte zęby, od niechcenia syknął – „pilnujesz „pingwin”, jak szkieły zobaczysz gwiżdżesz” po raz pierwszy i ostatni, brałem udział w kradzieży. Zostałem wystawiony na czaty przez swoich starszych kolegów-złodziei. Miałem gwizdać, jak tylko zauważę, że nadchodzi milicja. Szkoda, że nikt wcześniej nie sprawdził, czy potrafię gwizdać. W pewnym momencie zauważyłem zbliżających się milicjantów. Kumple okradali właśnie kiosk a ja próbowałem na wszelkie możliwe sposoby dać im jakiś znak. Z gwizdania nic nie wyszło, jakieś takie niemrawe posykiwanie. Gliny od razu zorientowały się, że coś knuję, chwyciły mnie za chabety i dorwały chłopaków. Nie puściłem farby, ale milicjanci szybko zorientowali się, co się dzieje za rogiem. Chłopaków spisano, a kiedy po dwóch dniach spotkali mnie na ulicy, dali mi taką „lekcję coachingową”, że już nigdy w życiu nie zdecydowałem się stać na czatach , wybrałem inną drogę. I ... jeszcze coś ... do dzisiaj nie jadam drobiu.


Podziel się
oceń
28
4

komentarze (18) | dodaj komentarz

BALKONY

poniedziałek, 02 maja 2011 10:55

„Brudasy ... zero higieny ...” te i inne myśli towarzyszyły nieustannie moim wędrówkom po ulicach Paryża, anno domini 2011. To, że nie mówią po polsku samo w sobie jest skandalem, bo co prawda po angielsku też niespecjalnie, jednak coś tam rozumieją a po polsku nic a nic.. Mówić po polsku to nie, ale nasze pieniądze brać to i owszem, tu problemu nie widzą, paryżanie... Poza tym ta ich kuchnia ... przereklamowane, na każdym rogu McDonald’s, to samo co u nas, a wejdziesz do knajpy to ceny ... Normalnie można w Carrefour zakupy zrobić albo z Polski przywieźć i taniej i naszych się wspiera, no głupim trzeba być, żeby takie pieniądze wydawać. I te kilometry kwadratowe kamienic i to tak do siebie podobnych, że człowiek bez przerwy się gubi. Stare te kamienice jak nic ze 200 lat, ruina, pewnie dlatego w tym samym stylu i kolorze od lat nic nowego nie wybudowali. U nas, wiadomo kolor, styl, tu dach czerony, tam elewacja różowa, ówdzie styl eklektyczny, od razu poznasz gdzie jesteś, no i czuć osobowość architektów i ludzie jakby z większą wyobraźnią. W tym całym Paryżu wyobraźni za grosz i to co mnie najbardziej uderzyło  „Brudasy ... zero higieny ...” pewnie nie uwierzycie, ale na żadnym balkonie nie suszyło się w pięknym paryskim słońcu pranie.


Podziel się
oceń
30
7

komentarze (16) | dodaj komentarz

poniedziałek, 27 marca 2017

Licznik odwiedzin:  49 718  

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Lubię to